- Otóż nie. Dla mnie nie jesteś przyjacielem. Zachowałeś się
strasznie, nie uważasz? Właśnie jesteś w związku z dziewczyną za którą oddałbym
życie czy skoczył w ogień. Myślisz że to
jest w porządku? Myślisz że jak mi dała kosza to możesz ją sobie „wziąć” ?
- Ale Niall… - Harry posmutniał i przerwał wykład blondyna
-Nie. Jeszcze nie skończyłem. Chciałem powiedzieć że nasza znajomość już nigdy nie będzie taka jak kiedyś i już nigdy Ci nie zaufam, rozumiesz? – Niallowi zaświeciły się oczy i wybiegł z kuchni
- Ale Niall… - Harry posmutniał i przerwał wykład blondyna
-Nie. Jeszcze nie skończyłem. Chciałem powiedzieć że nasza znajomość już nigdy nie będzie taka jak kiedyś i już nigdy Ci nie zaufam, rozumiesz? – Niallowi zaświeciły się oczy i wybiegł z kuchni
***
- I Jak Ci poszło ? Przemówiłeś mu do rozumu ? – przysunęłam
się do Hazzy i złapałam go za rękę.
- Daj mi spokój. To najgorszy dzień w moim życiu. Nie sądziłem że decydując się na związek z dziewczyną o której zawsze marzyłem będę zmuszony pogodzić się ze stratą 3 przyjaciół – szarpnął ręką tak, jakby oparzył go mój dotyk
- Czyli… jak to dalej widzisz ? – zapytałam patrząc w podłogę
- Hah - parsknął ironicznym śmiechem – najlepsze jest to że ja nie widzę nic dalej. Widzę.. ciemność. Albo Ty albo oni. To bardzo trudny wybór i proszę, nie poczuj się urażona – czułam jego wzrok na sobie, jednak ja nie miałam najmniejszego zamiaru spojrzeć na niego
- Rozumiem. Idę spać, dobranoc – ze łzami w oczach pobiegłam na górę. – Tylko gdzie ja mam kurwa teraz spać ? – szepnęłam sama do siebie. Nie mam zamiaru być tej nocy z Harrym, bo… nie chcę, z Zaynem nie wypada bo mam chłopaka, reszta mnie nienawidzi, a na dole w salonie jest Harry.
Nie ważne, jak mus to mus. Teraz nie mam co z sobą zrobić. Na schodach potknęłam się o moje długie nogawki od spodni i uderzyłam głową o kant parapetu, spadając ze schodów. Cicho się podniosłam i weszłam jeszcze raz.
Kręciło mi się w głowie, do fioletowego pokoju weszłam chwiejnym krokiem. Zdjęcia moje i loczka wcale nie poprawiły mi humoru, bardziej przeciwnie. Zrobiło mi się smutno. Usiadłam na łóżku, zdjęłam bluzę i spodnie. Położyłam głowę na poduszce i momentalnie zasnęłam.
W nocy nie mogłam spać. Obudziłam się około 3. Wszyscy spali.
- Muszę stąd wyjść, wydostać się – powiedziałam cicho sama do siebie. Nie mogę tu zostać. Wyrwałam jednym, szybkim ruchem kartkę z pierwszego lepszego zeszytu który leżał na biurku, wzięłam długopis do ręki i starannym pismem napisałam.
- Daj mi spokój. To najgorszy dzień w moim życiu. Nie sądziłem że decydując się na związek z dziewczyną o której zawsze marzyłem będę zmuszony pogodzić się ze stratą 3 przyjaciół – szarpnął ręką tak, jakby oparzył go mój dotyk
- Czyli… jak to dalej widzisz ? – zapytałam patrząc w podłogę
- Hah - parsknął ironicznym śmiechem – najlepsze jest to że ja nie widzę nic dalej. Widzę.. ciemność. Albo Ty albo oni. To bardzo trudny wybór i proszę, nie poczuj się urażona – czułam jego wzrok na sobie, jednak ja nie miałam najmniejszego zamiaru spojrzeć na niego
- Rozumiem. Idę spać, dobranoc – ze łzami w oczach pobiegłam na górę. – Tylko gdzie ja mam kurwa teraz spać ? – szepnęłam sama do siebie. Nie mam zamiaru być tej nocy z Harrym, bo… nie chcę, z Zaynem nie wypada bo mam chłopaka, reszta mnie nienawidzi, a na dole w salonie jest Harry.
Nie ważne, jak mus to mus. Teraz nie mam co z sobą zrobić. Na schodach potknęłam się o moje długie nogawki od spodni i uderzyłam głową o kant parapetu, spadając ze schodów. Cicho się podniosłam i weszłam jeszcze raz.
Kręciło mi się w głowie, do fioletowego pokoju weszłam chwiejnym krokiem. Zdjęcia moje i loczka wcale nie poprawiły mi humoru, bardziej przeciwnie. Zrobiło mi się smutno. Usiadłam na łóżku, zdjęłam bluzę i spodnie. Położyłam głowę na poduszce i momentalnie zasnęłam.
W nocy nie mogłam spać. Obudziłam się około 3. Wszyscy spali.
- Muszę stąd wyjść, wydostać się – powiedziałam cicho sama do siebie. Nie mogę tu zostać. Wyrwałam jednym, szybkim ruchem kartkę z pierwszego lepszego zeszytu który leżał na biurku, wzięłam długopis do ręki i starannym pismem napisałam.
„ Cześć. To moje pierwsze i ostatnie słowa do Was. Nie będę wam psuła życia, przyjaźni ani kariery – chociaż i tak wiem że już to zrobiłam. Wierzcie mi na słowo że bardzo tego żałuję i bardzo chciałabym cofnąć czas żeby to naprawić. To jest mój liścik pożegnalny. Przeprowadzam się do innego stanu, albo do innego kraju, zmieniam image, numer, usuwam facebook’a, twitter’a i tym podobne. Zacznę życie na nowo, wam też to proponuję jeżeli chcecie w końcu być szczęśliwi. Moim ostatnimi słowami chciałam was poinformować że… nigdy nie kochałam Harrego. Od zawsze chciałam być z Niallem ale wiedziałam że nie mogę. Przepraszam, żegnam i … do widzenia może za kilka lat.
W moim nowym życiu obiecałam sobie że nigdy nikogo nie
zranię. No chyba że chodzi o bójki itp… bo jeżeli ktoś mnie zdenerwuje to nie
ręczę za siebie. Chciałabym zobaczyć minę chłopców po przeczytaniu tego
wyrywka. Muszę się zbierać, zanim któryś zobaczy że uciekam.
Jak dobrze że w pokoju Harrego jest balkon. Co prawda 1 piętro, ale nie ważne. Żeby upadek nie był aż tak bolesny rzuciłam dużą, puchową poduszkę na trawę a z pościeli, koców i prześcieradła zrobiłam silną linę. Przywiązałam do poręczy na balkonie i w ciągu niecałej minutki zsunęłam się na poduszkę. Otrzepałam się i wybiegłam z ogródka zanim ochrona mnie zobaczy.
W moim małym, podróżnym plecaczku miałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Z sejfu rodziców który znajdował się w domu wyjęłam 13 tysięcy funtów. Ciekawe ile oni to zarabiali i zbierali…
Wezwałam taksówkę i ruszyłam na lotnisko. Niebo robiło się coraz jaśniejsze i różowo pomarańczowe. Zabukowałam pierwszy bilet do Polski. Czas na drastyczniejsze zmiany. Wynajmę apartament i douczę się śpiewać i grać na gitarze. Zmienię nazwisko i będę nową Suzan Lee.
Nie wiem ile trwała podróż, ale w Polsce była godzina 6 z czymś. Poszłam na moje stare osiedle, które znajdowało się bardzo blisko lotniska. Po bloku w którym wcześniej mieszkałam nie było śladu. Całe osiedle było zniszczone. Jakby ktoś w niektórych miejscach wylał kwas.
*4 dni później* Zamieszkałam tymczasowo w hotelu, dopóki nie znajdę mieszkania, w numerze telefonu zamieniłam na odwrót dwie ostatnie cyfry, obcięłam 7 cm moich lekko polokowanych włosów. Zrobiłam sobie różowe i niebieskie pasemka, które zajęły prawie całość. Wygoliłam jeden bok i obcięłam grzywkę na bok. Kupiłam czerwone soczewki i zaczęłam się malować. Szafę też poprawiłam. Na pierwszy ogień kupiłam dwie pary martensów : czarne w kwiatki i fioletowe. Zaczęłam chodzić w rozwleczonych swetrach, porwanych rajstopach i zakładać niezliczoną ilość bransoletek na rękach. Kupiłam czarną gitarę akustyczno elektryczną i założyłam zespół. Jestem tam na wokalu i na gitarze prowadzącej. Na razie wykonujemy covery piosenek. Właśnie wyszłam na spacer, odpaliłam czekoladowego papierosa i usiadłam na nowej ławce w parku. Myślałam o chłopcach, ale wyrwał mnie jakiś całkiem przyjazny głos. Męski głos.
- Siema, masz może jeszcze jednego ? – za tym głosem ukazał się chłopak o czarnych, dłuższych włosach, miał bardzo dużo tatuaży na całym ciele
- Cze, mam tylko czekoladowe, nie chcą mi tutaj sprzedać normalnych.
- Nie szkodzi – uśmiechnął się – tutaj ? skąd jesteś ? – podałam mu szluge, gdy nasze ręce się otarły spojrzał na mnie brązowymi oczami – jestem Oliver. Oliver Sykes
- Jestem Cheals Scott. Stfu , Suzan Lee. Tydzień temu przeprowadziłam się z Londynu. W Polsce nie mam nikogo i chyba wrócę do Wielkiej Brytanii. Słyszałam o Tobie w internecie.
- Charlotte Scott? To ta sama co chodziła z Harrym Stylesem ?! – krzyczał wstając z ławki – o ja Cie ! W ogóle nie jesteś podobna! Jak oglądałem Twoje zdjęcia na necie to mówiłem sobie że chciałbym Cię poznać i że jesteś zajebiście śliczna. A teraz… Teraz to już WOW. – opanował się i usiadł – Przepraszam, nie wierzę. Miło Cię poznać. – Podał rękę, trochę zmieszana podałam mu swoją .
________________________________________________________________Jak dobrze że w pokoju Harrego jest balkon. Co prawda 1 piętro, ale nie ważne. Żeby upadek nie był aż tak bolesny rzuciłam dużą, puchową poduszkę na trawę a z pościeli, koców i prześcieradła zrobiłam silną linę. Przywiązałam do poręczy na balkonie i w ciągu niecałej minutki zsunęłam się na poduszkę. Otrzepałam się i wybiegłam z ogródka zanim ochrona mnie zobaczy.
W moim małym, podróżnym plecaczku miałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Z sejfu rodziców który znajdował się w domu wyjęłam 13 tysięcy funtów. Ciekawe ile oni to zarabiali i zbierali…
Wezwałam taksówkę i ruszyłam na lotnisko. Niebo robiło się coraz jaśniejsze i różowo pomarańczowe. Zabukowałam pierwszy bilet do Polski. Czas na drastyczniejsze zmiany. Wynajmę apartament i douczę się śpiewać i grać na gitarze. Zmienię nazwisko i będę nową Suzan Lee.
Nie wiem ile trwała podróż, ale w Polsce była godzina 6 z czymś. Poszłam na moje stare osiedle, które znajdowało się bardzo blisko lotniska. Po bloku w którym wcześniej mieszkałam nie było śladu. Całe osiedle było zniszczone. Jakby ktoś w niektórych miejscach wylał kwas.
*4 dni później* Zamieszkałam tymczasowo w hotelu, dopóki nie znajdę mieszkania, w numerze telefonu zamieniłam na odwrót dwie ostatnie cyfry, obcięłam 7 cm moich lekko polokowanych włosów. Zrobiłam sobie różowe i niebieskie pasemka, które zajęły prawie całość. Wygoliłam jeden bok i obcięłam grzywkę na bok. Kupiłam czerwone soczewki i zaczęłam się malować. Szafę też poprawiłam. Na pierwszy ogień kupiłam dwie pary martensów : czarne w kwiatki i fioletowe. Zaczęłam chodzić w rozwleczonych swetrach, porwanych rajstopach i zakładać niezliczoną ilość bransoletek na rękach. Kupiłam czarną gitarę akustyczno elektryczną i założyłam zespół. Jestem tam na wokalu i na gitarze prowadzącej. Na razie wykonujemy covery piosenek. Właśnie wyszłam na spacer, odpaliłam czekoladowego papierosa i usiadłam na nowej ławce w parku. Myślałam o chłopcach, ale wyrwał mnie jakiś całkiem przyjazny głos. Męski głos.
- Siema, masz może jeszcze jednego ? – za tym głosem ukazał się chłopak o czarnych, dłuższych włosach, miał bardzo dużo tatuaży na całym ciele
- Cze, mam tylko czekoladowe, nie chcą mi tutaj sprzedać normalnych.
- Nie szkodzi – uśmiechnął się – tutaj ? skąd jesteś ? – podałam mu szluge, gdy nasze ręce się otarły spojrzał na mnie brązowymi oczami – jestem Oliver. Oliver Sykes
- Jestem Cheals Scott. Stfu , Suzan Lee. Tydzień temu przeprowadziłam się z Londynu. W Polsce nie mam nikogo i chyba wrócę do Wielkiej Brytanii. Słyszałam o Tobie w internecie.
- Charlotte Scott? To ta sama co chodziła z Harrym Stylesem ?! – krzyczał wstając z ławki – o ja Cie ! W ogóle nie jesteś podobna! Jak oglądałem Twoje zdjęcia na necie to mówiłem sobie że chciałbym Cię poznać i że jesteś zajebiście śliczna. A teraz… Teraz to już WOW. – opanował się i usiadł – Przepraszam, nie wierzę. Miło Cię poznać. – Podał rękę, trochę zmieszana podałam mu swoją .
Wiem że jestem dziwna, tak jak ten rozdział ale potem się wszystko wyjaśni (:
Mi się podoba, a Wam ?
Proszę napisz dzis następny,bo ten jest świetny:)
OdpowiedzUsuńdziękuję. Miło mi bardzo. Rozdział pojawi się albo jeszcze dzisiaj, albo jutro wieczorem :)
Usuńszkoda ,z e sie zmieniła :/ bo chyba raczej była śliczna xD ale czekam nanastępny rozdził :D :D nie moge sie doczekać .
OdpowiedzUsuńZapraszam jutro :) No była śliczna, była... W sumie to nadal jest (:
Usuń