czwartek, 8 marca 2012

Rozdział VII




- Śliczne imię, bardzo do Ciebie pasuje. Może mógłbym Ci jakoś pomóc ? Chyba że resztę nocy chcesz spędzić tutaj, w tym ciemnym parku sama.
- Głupie pytanie, jakbyś mógł mnie wyprowadzić z tego parku byłabym Ci wdzięczna… A jeszcze jak byś wskazał drogę którą doszłabym na ul. Squaw Streek 316 to – w tym momencie mi przerwał
- Hm, jeżeli masz ochotę to od razu mogę Cię podwieźć pod sam dom. Otóż tak się składa że mieszkam na Squaw Streek 308 czyli tylko 8 domów wcześniej. – zaproponował i słodko się uśmiechnął
- Jej, niby tak blisko mieszkamy a pierwszy raz Cię widzę
- ¾ dnia spędzam poza domem. Nie chcę mieć nic wspólnego z moimi rodzicami. Cały czas się kłócą, wrzeszczą i jeszcze próbują mnie wkręcić w tą kłótnię. Do domu przychodzę ok. 23 kładę się spać i o 6 wychodzę.
- Ciężkie życie masz. Jeśli można wiedzieć to od jak dawna ? – byłam wyraźnie zaciekawiona jego historią.
- No nie wiem… gdzieś tak od 1,5 roku ? Tak, coś koło tego. Dobra, chodź już. – pociągnął mnie za rękę i znów nie  czułam się zbyt bezpiecznie. W oddali słyszałam dziwne dźwięki które nie przypominały znajomych głosów tylko… szepty, śmiechy, chichoty i wrzaski. Miałam wrażenie że ktoś mnie obserwuje, czułam na sobie wzrok kilku osób. – oczywiście ja mógłbym gadać i gadać ale no do domu tak to dotarłabyś ok. 4 – Kontynuował Jace.
Nic nie odpowiedziałam. Starałam się nie puścić jego ręki. To dodawało mi troszkę odwagi co w tym momencie była mi potrzebna.
Po 20 minutach dojechaliśmy pod mój dom. O dziwo rodziców jeszcze nie było co mnie bardzo zdziwiło więc zaprosiłam Jace na ten czas dopóki nie wrócą. Zgodził się więc wyjęłam klucze, przekręciłam kluczyk w drzwiach, stanęłam  w progu i mnie zamurowało. Nie mogłam nic powiedzieć. Stanęłam jak wryta. To co ukazało się przed moimi oczami było straszne. Nie zapomnę tego widoku, będzie mi się śnił w nocy. Koszmar. Z myślenia wybudził mnie Jace łapiąc mnie w talii i mówiąc :
- No co Cheals, będziesz tak stała czy wchodzimy? – uśmiechnął się niebieskooki po czym lekko mnie wepchnął do domu. Jego też zamurowało, ale od razu zareagował – Dzwoń szybko na policję i wytłumacz o co chodzi, ja wybiorę numer na pogotowie. – po jego słowach się ocknęłam i szybko wyjęłam telefon, wybrałam numer i zaczęłam drżącym głosem .
- Ddobry wwwieczór. Proproszę szybko przyjechać na ulicę Squaw Streek 316. Wygląda to na włamanie z próbą morderstwa. Wszystko jest rozrzucone na korytarzu. – mówiłam już przez łzy
- Dobrze, za chwilę będziemy. Squaw Streek 316. Nie wychodź z domu oraz nie próbuj sprzątać bałaganu, detektywi się tym zajmą. – odezwał się policjant
- JACE ! – rzuciłam mu się na szyję po czym od razu zaczęłam szlochać – To moja mama ! proszę! Pomóż jej ! Kto jej to mógł zrobić ?! Jak się dowiem to zabiję własnymi rękoma. JEZU ! A co z Ann ?! – tak , tak.. nie wspominałam. Ann to moja 12 letnia siostra, kocham ją bardzo ale prawie ze sobą nie gadamy. – Za chwilę wracam. – rzuciłam się biegiem na schody, kopnęłam drzwi prawie je wyłamując i weszłam do pokoju siostry. Nic nie było ruszone. Jej lampka nocna się świeciła.
- Ann ? Jesteś tu ? – spytałam cicho, ale wystarczająco głośno żeby mnie usłyszała.
- Charlotte ! jesteś ! ja , ja … nie wiem co się stało. Proszę weź mnie stąd. – powiedziało moje maleństwo wychodząc spod łóżka i od razu się we mnie wtulając.
- Skarbie.. jak dobrze że jesteś cała i zdrowa. Za chwilę przyjedzie policja i karetka. A teraz chodź poznasz mojego nowego znajomego. Mam nadzieję że się polubicie. – słyszałam jak ciężko oddycha – spokojnie, nie zrobi Ci krzywdy. Jest miły. – wzięłam ją na ręce i zeszłam na dół.
Stojąc przy Jace’u pozwoliłam żeby zeszła na podłogę.
- Jace, to moja siostra Ann , Ann to jest mój nowy znajomy Jace. – uśmiechnęłam się na przemian na nich patrząc.
Bez pukania ani niczego weszła policja. Od razu poprosiła nas o wyjście przed dom. Wypytywali małą co się stało ok. 1 godziny temu. Ona nie chciała odpowiadać. Nadal była wystraszona, przerażona i jeszcze nie wiedziała że nasza mama leży w szpitalu.
W trójkę usiedliśmy pod drzewem, a na jednej z nich parę lat temu była przywiązana piękna huśtawka. Zostały tylko zniszczone sznury. Patrząc na te niby nic nie znaczące sznurki przypominało mi się dzieciństwo. Wszystko wtedy było takie wesołe, kolorowe i kochane. Rodzice byli szczęśliwi, wszyscy się bawiliśmy w gry, pływaliśmy w małym, pompowanym basenie i rzucaliśmy piłką. Wspomnienia…
- Niestety, na tę noc nie będziecie mogli wrócić do domu, macie gdzie się podziać czy chcecie przenocować w komisariacie ? – ocknął mnie policjant.
-yyy, eee – spojrzałam na chłopaka siedzące obok jednak ten wysłał mi taki wzrok który sugerował żebyśmy lepiej do niego nie trafili bo jego rodzice, słabe warunki dla dziecka itp. – zaraz się skontaktuję ze znajomymi i panu powiem. – Wtedy nikt mi nie przychodził na myśl jak Bell, szlag ! ona przecież wyjechała. Gorszego momentu już sobie znaleźć nie mogła ! Wtedy na myśl przyszli mi chłopcy. Mają duży apartament, mnóstwo pokoi, może cos się znajdzie dla nas ? Wybrałam numer do Harrego i niepewnie kliknęłam zieloną słuchawkę.
 ~~*~~ Rozmowa ~~*~~
H: Halo ?
CH: Jesteście w domu ?
H: Taak, a dlaczego pytasz ?
CH: Mogę do Was wpaść z siostrą na noc?
H: No nie powiem, zaskoczyłaś mnie tym pytaniem. Dla Ciebie i Twojej rodziny zawsze znajdzie się miejsce. A co się stało ?
CH: Nie ważne, opowiem na miejscu. Już jadę. Proszę przygotuj łóżko dla małej, usypia na stojąco.
H: Oczywiście, do zobaczenia śliczna.
~~*~~Koniec rozmowy ~~*~~
- Także Ann, jedziemy do moich kolegów. Błagam, Jace mógł..- po raz kolejny nie pozwolił mi dokończyć zdania i powiedział :
- Gdzie mam was zawieść? Tylko tyle mogę zrobić.
- Na ulicę Green Street 98
- Oho, jacyś bogacze ? na Green Street… tylko pozazdrościć – prychnął obojętnie Jace wsiadając do samochodu.
- Harry Styles, Zayn Malik, Liam Payne, Niall Horan, Louis Tomlison, coś Ci to mówi ? – rzuciłam kładąc śpiącą Ann na tylnie siedzenie.

-Aaa, to był ten zespół, One coś tam… - ruszyliśmy.

__________________________________________
Wiem że zwaliłam rozdział ale serio nie mam weny. Jak to się mówi nic na siłę. Jest 24:45 ja śpię, jutro nawet pewnie nie będę wiedziała że coś pisałam na bloga. Dobranoc skarby xx

2 komentarze:

  1. Wcale nie zwaliłaś tego rozdziału!!! Jest świetny. Mam nadzieję, że Niaill nie zrobi nic głupiego, a jej mama przeżyje :D Pisz następny rozdział jak najszybciej ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. nie zwaliłas super jest !! <3

    OdpowiedzUsuń