poniedziałek, 19 marca 2012

Rozdział XII





Około 10 słyszę dźwięk dzwonka do telefonu. O dziwo, nie był to numer żadnego z chłopaków. Zdziwiona kliknęłam zieloną słuchawkę i usłyszałam znajomy głos, ale nie wiedziałam czyj.
- Charlotte ! Ty nie w szkole ?!
- Yy, tak.. w szkole był pożar i dopóki nie odremontują kilku sal mamy wolne. A jeśli mogę wiedzieć to… z kim rozmawiam ?
- No prawda, możesz mnie nie pamiętać. Jestem Helen, przyjaciółka Twojej mamy. – wiedziałam że skądś znam ten głos - Prosiła mnie żebym do Ciebie zadzwoniła czy wszystko w porządku i chciałam zapytać czy masz gdzie spać, bo wiesz… jeżeli chcesz to ja wezmę Ciebie i Ann do siebie. 
- Aach, no tak ! U mamy wszystko w porządku ? Dobrze się czuje ? Kiedy wychodzi ? – musiałam zapytać
- U mamy wszystko w porządku, wyjdzie za tydzień jeżeli wyniki badań będą poprawne. A Ty odpowiesz mi na pytania zadane przeze mnie ?
- Aach no tak.  To ten, przez ostatnie dwie noce spałam u przyjaciół z Ann, jesteśmy bezpieczne. Teraz właśnie siedzimy w domu. U nas.
- Nie możecie tam zostać ! Dla waszego bezpieczeństwa, proszę wyjdźcie ! – jej głos był przerażony, mówiła szybko
- A- ale… dlaczego ?
- Proszę! Wyjdźcie ! Zróbcie to dla mamy ! – ona na mnie krzyknęła. Jakim prawem ja się pytam ?!
- Dobrze, już ubieram Ann, do widzenia -  nawet nie czekałam na odpowiedź, po prostu się rozłączyłam.

- Ann ! Wstawaj ! – wrzasnęłam z drugiego pokoju
- Juuż, zaaarazz – ziewnęła wstając z łóżka
- Ja Ci szykuję ubranie, a Ty idź się myj. Zjemy coś po drodze, musimy stąd wyjść – pośpieszałam ją, już wyciągając ciuchy z szafy. Szlag ! Przecież ja też muszę się wyszykować – to szybciutko się  szykuj
- Ale dlaczego ?!
- Nie pytaj, myj się !
 Wyjęłam brązowo-czekoladowe rurki z szafy dobierając do tego bluzę z małpką, koloru kości słoniowej i krótkie trampki podobnego koloru. Małej naszykowałam pastelowo różowe rajstopy, ciemno szarą sukienkę i sweterek o kolorze podobnym do rajtek. Wyszłyśmy z domu, ja oczywiście wiedziałam że o czymś zapomniałam. Miałam ogromną szopę na głowie, po myciu więc szybko założyłam kaptur. Weszłyśmy do Nando’s żeby zjeść śniadanie. Ku mojemu zdziwieniu ( była godzina 11 ) spotkałyśmy tam Niall’a z Zaynem.  Mała od razu się rozchmurzyła i rzuciła się na plecy mulatowi.
Na początku nie wiedział o co chodzi, ale gdy tylko zobaczył uśmiechniętą buźkę dziewczynki od razu wziął ją na kolana i przytulił.
- Och, jak słodko się zrobiło. Dobra była by z Was para. Szkoda że mała jest o ciebie młodsza o KILKA lat. – uśmiechnęłam się przytulając Niall’a i siadając obok niego.
- No, też tak sądzę – Zayn robił eskimoska z Ann. No nie powiem, ale to naprawdę było BARDZO SŁODKIE.
- Jesteście tacy słodcy – rzucił Niall
- A co Niall, zazdrościł ? – odpowiedział z cwaniackim uśmieszkiem Zayn.
- Nie, skądże. Mam lepszy towar – wyszczerzył do niego białe kiełki  i mocno się do mnie przytulił. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem, nawet mała Ann która nie wiedziała o co dokładnie chodzi. Wszyscy najedzeni wyszliśmy z restauracji. Uznaliśmy że pójdziemy na spacer, bez celu. Po około 40 minutach Zayn niósł Ann na plecach.
- Jej, takiej to dobrze – spojrzałam z odrobiną smutku i  zmęczenia
- To chodź – uśmiechnął się Niall, ustawiając się przede mną tak, żeby było mi wygodnie na niego wskoczyć.
- Nie, jestem za ciężka, złamię Cię. Przypominam że ważę dużo więcej niż mała – odsunęłam się trochę w prawo omijając Horana.
- Jak nie chcesz to nie, ale wiedz że ja łatwo nie  rezygnuję – po tych słowach czułam jak unoszę się nad ziemią. Niall wziął mnie na ręce. Wyglądaliśmy tak jakby miałby mnie przenieść przez próg, albo jak … małe dziecko na rękach mamy.
- HAHAHA ! Fajnie wyglądacie ! No tylko Wam zdjęcie zrobić  - zaśmiał się mulat z Ann
Pech chciał że właśnie paparazzi pojawiło się obok nas. Tak jakby na życzenie Zayna, na klaśnięcie rękoma.
 - O nie . – powiedzieliśmy równo z Niallem.

Bez zastanowienia blondyn postawił mnie na ziemi a Zayn upuścił Ann. Znając fotografów uznali by że ja jestem z Niallem a Ann jest siostrą lub… córką mulata. Zasłoniliśmy sobie twarze i pobiegliśmy już w stronę domu nie zważając na ludzi nas mijających. Po kilku minutach biegu uznaliśmy że jeszcze długa droga przed nami więc weszliśmy do pierwszej lepszej taksówki która z wyglądu przypominała taką jak z N.Y Och, te żółte taksówki mają swój urok. Za kierownicą siedział murzyn.
- Czy wy jesteście Ci z Łan dajrekszyn czy jakoś tak ? – widać że słabo znał język , ale za to miał śmieszny akcent. Ale dziwne, bo mówiąc to spojrzał na mnie.
- Yy, ja nie. Oni tak – wskazałam palcem na chłopaków.
- Jak dobrze że was widzę. Moja córka jest waszą fanką i za 4 dni ma urodziny. Dało by się ją z Wami zapoznać lub załatwić dodatkowy bilet na koncert ? Wszystkie już są wyprzedane – skierował to pytanie do Niall’a który siedział z przodu.
- Tak, sądzę że da się załatwić. Ale skoro są wyprzedane to zostało tylko miejsce za sceną, i dla jednej osoby.  – bez powodu zrobił śmieszną minę skierowaną w moim kierunku
- Jeżeli to możliwe, to dzień waszego koncertu okazałby się najlepszym prezentem na urodziny. Nigdy by ich nie zapomniała.
- No to proszę. – wyjął z kieszeni bilet VIP po czym dodał – i tak miałem komuś go dzisiaj dać. A jeżeli to sprawi przyjemność pańskiej córce, to nie będę żałował.
- A.. to skoro jest miejsce dla jednej osoby to ona będzie tam sama ? – troszkę się przeraził
- Nie, skądże. Zajmie się nią albo ochrona, albo – spojrzał na mnie – ona. Na pańskim miejscu dałbym córkę pod opiekę tej dziewczyny. Ma świetne podejście do dzieci, łatwo się dogaduje i .. niech pan na nią spojrzy. Wygląda tam miło i niewinnie.
- Masz rację, zatem mogę do Ciebie numer ? – widząc nasze dziwne spojrzenia od razu się poprawił – to znaczy żeby się dogadać w sprawie koncertu, może udało by się poznać Twoją córkę ?
- Siostrę – od razu poprawiłam.
- No tak, siostrę z moją córką ? Wydają się być w tym samym wieku. Kto wie, może nawet już się znają ? Teraz te dzieci to ludzi z całego świata mogą nazwać po imieniu i nazwisku ! Zatem – spojrzał na Ann – znasz dziecinko Alice Lightwood ?
- chodzimy do klasy, ale nie przyjaźnimy się – odpowiedziała speszona

- O, już dojechaliśmy. Ile płacę ? – upomniał się Niall, w czasie kiedy my wychodziliśmy z taksówki.
- Wezmę to na swój koszt, dziękuję za bilet w imieniu córki. Miłego dnia  - uśmiechnął się i odjechał

- Ty, spoko koleś – stwierdził Zayn, po kilku minutach namysłu.
- No , niczego sobie. Moi rodzice …   Moja mama mogłaby się z nim kumplować.
- Too… jakie plany na dziś?
- My nie mamy żadnych.- złapałam Ann za rękę -  W sumie to teraz nawet domu nie mamy.  Mama kazała nie przebywać na terenie naszego mieszkania.
- Oo, to chodźcie do nas ! Zrobimy kakao – zaproponował Zayn
- Chętnie ! – Rzuciła się na niego
- To na co czekacie ? Wchodźcie.
Weszliśmy od tyłu. Tak w sumie to nie wiedziałam że jest takie wejście. Bardzo stresowałam się. Dlaczego ? Bo był tam Harry.  Ale jak to się tam mówi… Raz się żyje. Chcę mu coś wytłumaczyć więc od razu go wyciągnę do innego pokoju.
- No ! już  myśleliśmy że zginęliście ! Gdzie wy tyle czasu byliście ?! – zapytał Liam.
- Byliśmy w Nando’s , na spacerze, potem uciekaliśmy przed paparazzi i tak oto stoimy tutaj przed wami. – tłumaczył nas Zayn.
- No, to dobrze że raczyliście nas chociaż odwiedzić. Chodźcie, akurat brakuje nam 2 osób do gry w karty. – Ciągnął Harry
- Ym, tak w sumie to jest nas 4. W Nando’s spotkaliśmy Cheals i Ann.  I przyjechały z nami. Nie macie nic przeciwko ?
- Nie, skądże. Przesuniemy karty na kiedy indziej. To co dziś robimy ? – przeciągnął się Harry
- Nie wiem co inni robią, ale my musimy porozmawiać. – pociągnęłam go za rękę do innego pokoju i ‘przybiłam ‘ do ściany
- Tylko nie bij ! – powiedział żartobliwie, aczkolwiek trochę się bał

___________________________________________________
Yop,  w końcu wydusiłam xd
twitter @zuzka_k follow me ? :D

2 komentarze:

  1. A widzisz mówiłam Ci , ze wyjdzie super !! Boski jest !! czekam na następny !! :D :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział! I ta końcówka, i noszenie dziewczyn na rękach, po prostu GENIALNE!!!

    OdpowiedzUsuń