- … pokazać nam że Cię kocha. Nie wiem jak to zrobi, bo każdej dziewczynie mówił że jest najważniejsza, zabierał na romantyczne kolacje, jeździł na wakacje, całował, przytulał, martwił się – wymieniał Blondyn.
- No… ja nawet na wakacjach z nim nie byłam – pomyślałam – wiesz co Niall ?
- hm ? – śmiesznie przekręcił głowę na lewą stronę
- Lubię Cię – zaśmiałam się i położyłam głowę z rozwalonym kokiem na ramieniu niebieskookiego
- Ja Ciebie też – parsknął śmiechem – bardziej niż sobie wyobrażasz – powiedział tak cicho że nie usłyszałam
- Co powiedziałeś ?
- Że ja Ciebie też lubię ? – spojrzał w moje oczy
- To wiem, a co potem ?
- Nic. Przesłyszało Ci się … - spuścił wzrok na podłogę
- Niech Ci będzie – wiedziałam że coś jeszcze powiedział ale nie chciałam pytać kolejny raz
*Oczami Harrego
- Ej, Misiek wszystko w porządku ?
– do pokoju weszła Cheals
- Nie. Nic nie jest w porządku. Ranię przyjaciół, powoli ich tracąc. – nie sądziłem że jestem aż tak słaby psychicznie. Łza mi poleciała po policzku.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Naprawimy więzi z chłopakami, znów będziecie szczęśliwi, a my nadal będziemy razem – poczułem na plecach dotyk jej delikatnej, kościstej ręki
- Jakoś nie umiem uwierzyć w to że wszystko będzie jak dawniej – spojrzałem na nią chociaż moją twarz zasłaniały loki, ale nie szkodzi. Ja ją widziałem.
- Nie poddawaj się. Z takim nastawieniem dużo nie zdziałamy.
- Skoro tak uważasz.
- To chodź do Nialla, przeprosisz go bo biedak się zamartwia Twoimi słowami – Cheals wstała i podała mi rękę, jednak ja nie mogłem wstać. Musiałem jej jeszcze coś ważnego powiedzieć. Charlotte widząc minę zabrała rękę i cienkim głosem powiedziała
- Jak się rozmyślisz to przyjdź do pokoju obok, możesz mnie tam znaleźć – już szykowała się do wyjścia
- Cheals … - odwróciła się z pytającą miną - … muszę Ci coś oznajmić.
- Tak ? - kucnęła przede mną
- Wyjeżdżam. – widząc jej minę od razu dodałem – Nie, spokojnie. Wrócę. Za dwa tygodnie. Pojadę do rodziny która teraz jest w Hiszpanii. Uznałem że odpoczynek dobrze mi zrobi.
- A …
- Niestety. Musisz zostać. Ale będąc pod opieką chłopaków nic Ci się nie stanie. – puściłem jej oczko
- A kiedy jedziesz ?
- Jutro po południu. Tak około 13. Pojadę na lotnisko, wsiądę w samolot i po 2 godzinach wyląduję w ciepłej Hiszpanii. – lekko się uśmiechnąłem
- Czyli musimy się teraz pożegnać. Ja jutro przed 8 jadę do szkoły zaliczyć najważniejsze testy. Nie sądzę żebym wyrobiła się przed Twoim odjazdem – posmutniała
- No dobra, koniec tego dobrego gołąbeczki. Jesteście zmuszeni zejść na dół i zjeść to co przygotował Liam – w drzwiach ukazała się postać mulata w fartuchu i czapce kucharskiej.
- No okej, zaraz zejdziemy tylko daj nam chwilę – wtrąciła Cheals, po czym wlepiła swoje usta w moje
Oczami Charlotte
Jest godzina 6. Poszłam więc do kuchni zrobić sobie śniadanie, bo to przecież podstawa udanego dnia. Chociaż z tego co wiem nie zapowiada się zbyt ciekawie. Z lodówki wyjęłam mleko i nalałam do zielonej miseczki w kotki – kotki… ulubione zwierzaki Harrego… NIE myśl o nim ! – kłóciłam się z własnymi myślami. Do mleka dosypałam czekoladowe płatki które zawsze jadłam z loczkiem…. Spokojnie, to tylko 2 tygodnie. Ten czas poświęcisz na naukę i na rozwijanie pasji. Moje mocne postanowienie. Byłam zła, wściekła chociaż chyba powinno mi być smutno. Oparłam się plecami o szafkę i spojrzałam na piękny wazon, po części wykonany mozaiką ( drobnymi szkiełkami, kamyczkami ). Przez jakiś czas podziwiałam jego kryształki mieniące się w różowym świetle, wschodzącego słońca, byłam skupiona tylko na nim. Po ułamku sekundy, ku mojemu zdziwieniu wazon się uniósł, a ja wystraszona wstałam a wazon opadł. Nie mogłam uwierzyć. Co się ze mną stało ?! Nie ! To nie może być prawdziwe. Podbiegłam do wazonu, przejechałam ręką z każdej strony aby upewnić się że nie ma żadnych linek i chłopaki nie robią sobie ze mnie jaj. Linek brak. MAGIA ?! Nie, nie , nie i nie ! To nie istnieje ! Mam jakieś chore wymysły. Dobra koniec, muszę się szykować.
Zjadłam śniadanie, umyłam się, zrobiłam kreski na oczach, pomalowałam usta błyszczykiem i podkreśliłam policzki na różowo. Wyglądało to naturalnie, tak jak powinno. Założyłam czarną koszulę, z kołnierzem bez rękawów, pudrową spódnicę z wyższym stanem i czarne leginsy. Do tego czarne szpilki od Louboutin’a – koniecznie z czerwoną podstawą i na koturnie. Przed wyjściem zrobiłam jeszcze lekkie fale i zaczesałam grzywkę do tyłu. Poszłam do pokoju Harrego i przez chwilkę obserwowałam jak słodko śpi. Wiadomość ze będę sama spała przez okres jego wyjazdu, jeszcze do mnie nie doszła. Pocałowałam go w policzek na pożegnanie i zostawiłam Twixxa na podróż. Dosłownie biegłam na autobus, jeżeli nie zdążę na ten to spóźnię się na sprawdzian a na piechotę nie pójdę po zimowym wypadku, co prawda nie ma śniegu ale tam pewnie coś na mnie czeka. Nie, bez wątpienia wolę spokojne i ciche życie. Ouch! Kolka ! Muszę odpocząć. Gdy kucnęłam usłyszałam znajomy głos za sobą
- Hej Cheals ! Ślicznie wyglądasz, autobus odjechał powieźć Cię gdzieś ?
- AWW ! Jace! Nie spodziewałam się tu Ciebie. Właśnie moje marzenia o zaliczonym półroczu legły w gruzach, świetnie. Nie mam przyszłości – spojrzałam na jasnego bruneta i na jego skuter po czym zrobiłam maślane oczka – proszę ?
- jasne , wskakuj. – uśmiechnął się i przesunął do przodu. Ja siadłam za nim i głupio się czułam obejmując go. No bo przecież… mam chłopaka.
W ciągu tej 8 minutowej jazdy dużo gadaliśmy. Jednak przyszła pora rozstania a ja stanęłam przed ogromnymi drzwiami, zastępczej szkoły.
- Tak Cheals. Dasz sobie radę, uczyłaś się całe noce. Jesteś przygotowana. – Szeptałam do siebie, widocznie zbyt głośno bo ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę. Ale cóż, takie moje życie.
Równo o 13:45 oddałam arkusze ze sprawdzianami z j.polskiego, japońskiego i angielskiego + matma i chemia. Nie powiem, poszło mi dobrze. Wróciłam spokojnie autobusem, w domu jakoś cicho było, ZA cicho. Otworzyłam drzwi i nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam..
_________________________________________________
GDFDHGJRGIROT przepraszam że nie pisałam. Brak „ weny” mam nadzieję że teraz akcja się rozwinie, wprowadzę kilka rzeczy, mam nadzieję że was zainteresuje.
W ramach rekompensaty – nowy rozdział w ciągu najbliższych dwóch dni ;*
Uch, myślałam że będzie chociaż 8 – 10 obserwatorów do 20 rozdziału L
- Nie. Nic nie jest w porządku. Ranię przyjaciół, powoli ich tracąc. – nie sądziłem że jestem aż tak słaby psychicznie. Łza mi poleciała po policzku.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Naprawimy więzi z chłopakami, znów będziecie szczęśliwi, a my nadal będziemy razem – poczułem na plecach dotyk jej delikatnej, kościstej ręki
- Jakoś nie umiem uwierzyć w to że wszystko będzie jak dawniej – spojrzałem na nią chociaż moją twarz zasłaniały loki, ale nie szkodzi. Ja ją widziałem.
- Nie poddawaj się. Z takim nastawieniem dużo nie zdziałamy.
- Skoro tak uważasz.
- To chodź do Nialla, przeprosisz go bo biedak się zamartwia Twoimi słowami – Cheals wstała i podała mi rękę, jednak ja nie mogłem wstać. Musiałem jej jeszcze coś ważnego powiedzieć. Charlotte widząc minę zabrała rękę i cienkim głosem powiedziała
- Jak się rozmyślisz to przyjdź do pokoju obok, możesz mnie tam znaleźć – już szykowała się do wyjścia
- Cheals … - odwróciła się z pytającą miną - … muszę Ci coś oznajmić.
- Tak ? - kucnęła przede mną
- Wyjeżdżam. – widząc jej minę od razu dodałem – Nie, spokojnie. Wrócę. Za dwa tygodnie. Pojadę do rodziny która teraz jest w Hiszpanii. Uznałem że odpoczynek dobrze mi zrobi.
- A …
- Niestety. Musisz zostać. Ale będąc pod opieką chłopaków nic Ci się nie stanie. – puściłem jej oczko
- A kiedy jedziesz ?
- Jutro po południu. Tak około 13. Pojadę na lotnisko, wsiądę w samolot i po 2 godzinach wyląduję w ciepłej Hiszpanii. – lekko się uśmiechnąłem
- Czyli musimy się teraz pożegnać. Ja jutro przed 8 jadę do szkoły zaliczyć najważniejsze testy. Nie sądzę żebym wyrobiła się przed Twoim odjazdem – posmutniała
- No dobra, koniec tego dobrego gołąbeczki. Jesteście zmuszeni zejść na dół i zjeść to co przygotował Liam – w drzwiach ukazała się postać mulata w fartuchu i czapce kucharskiej.
- No okej, zaraz zejdziemy tylko daj nam chwilę – wtrąciła Cheals, po czym wlepiła swoje usta w moje
Oczami Charlotte
Jest godzina 6. Poszłam więc do kuchni zrobić sobie śniadanie, bo to przecież podstawa udanego dnia. Chociaż z tego co wiem nie zapowiada się zbyt ciekawie. Z lodówki wyjęłam mleko i nalałam do zielonej miseczki w kotki – kotki… ulubione zwierzaki Harrego… NIE myśl o nim ! – kłóciłam się z własnymi myślami. Do mleka dosypałam czekoladowe płatki które zawsze jadłam z loczkiem…. Spokojnie, to tylko 2 tygodnie. Ten czas poświęcisz na naukę i na rozwijanie pasji. Moje mocne postanowienie. Byłam zła, wściekła chociaż chyba powinno mi być smutno. Oparłam się plecami o szafkę i spojrzałam na piękny wazon, po części wykonany mozaiką ( drobnymi szkiełkami, kamyczkami ). Przez jakiś czas podziwiałam jego kryształki mieniące się w różowym świetle, wschodzącego słońca, byłam skupiona tylko na nim. Po ułamku sekundy, ku mojemu zdziwieniu wazon się uniósł, a ja wystraszona wstałam a wazon opadł. Nie mogłam uwierzyć. Co się ze mną stało ?! Nie ! To nie może być prawdziwe. Podbiegłam do wazonu, przejechałam ręką z każdej strony aby upewnić się że nie ma żadnych linek i chłopaki nie robią sobie ze mnie jaj. Linek brak. MAGIA ?! Nie, nie , nie i nie ! To nie istnieje ! Mam jakieś chore wymysły. Dobra koniec, muszę się szykować.
Zjadłam śniadanie, umyłam się, zrobiłam kreski na oczach, pomalowałam usta błyszczykiem i podkreśliłam policzki na różowo. Wyglądało to naturalnie, tak jak powinno. Założyłam czarną koszulę, z kołnierzem bez rękawów, pudrową spódnicę z wyższym stanem i czarne leginsy. Do tego czarne szpilki od Louboutin’a – koniecznie z czerwoną podstawą i na koturnie. Przed wyjściem zrobiłam jeszcze lekkie fale i zaczesałam grzywkę do tyłu. Poszłam do pokoju Harrego i przez chwilkę obserwowałam jak słodko śpi. Wiadomość ze będę sama spała przez okres jego wyjazdu, jeszcze do mnie nie doszła. Pocałowałam go w policzek na pożegnanie i zostawiłam Twixxa na podróż. Dosłownie biegłam na autobus, jeżeli nie zdążę na ten to spóźnię się na sprawdzian a na piechotę nie pójdę po zimowym wypadku, co prawda nie ma śniegu ale tam pewnie coś na mnie czeka. Nie, bez wątpienia wolę spokojne i ciche życie. Ouch! Kolka ! Muszę odpocząć. Gdy kucnęłam usłyszałam znajomy głos za sobą
- Hej Cheals ! Ślicznie wyglądasz, autobus odjechał powieźć Cię gdzieś ?
- AWW ! Jace! Nie spodziewałam się tu Ciebie. Właśnie moje marzenia o zaliczonym półroczu legły w gruzach, świetnie. Nie mam przyszłości – spojrzałam na jasnego bruneta i na jego skuter po czym zrobiłam maślane oczka – proszę ?
- jasne , wskakuj. – uśmiechnął się i przesunął do przodu. Ja siadłam za nim i głupio się czułam obejmując go. No bo przecież… mam chłopaka.
W ciągu tej 8 minutowej jazdy dużo gadaliśmy. Jednak przyszła pora rozstania a ja stanęłam przed ogromnymi drzwiami, zastępczej szkoły.
- Tak Cheals. Dasz sobie radę, uczyłaś się całe noce. Jesteś przygotowana. – Szeptałam do siebie, widocznie zbyt głośno bo ludzie patrzyli na mnie jak na idiotkę. Ale cóż, takie moje życie.
Równo o 13:45 oddałam arkusze ze sprawdzianami z j.polskiego, japońskiego i angielskiego + matma i chemia. Nie powiem, poszło mi dobrze. Wróciłam spokojnie autobusem, w domu jakoś cicho było, ZA cicho. Otworzyłam drzwi i nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam..
_________________________________________________
GDFDHGJRGIROT przepraszam że nie pisałam. Brak „ weny” mam nadzieję że teraz akcja się rozwinie, wprowadzę kilka rzeczy, mam nadzieję że was zainteresuje.
W ramach rekompensaty – nowy rozdział w ciągu najbliższych dwóch dni ;*
Uch, myślałam że będzie chociaż 8 – 10 obserwatorów do 20 rozdziału L
ejjjj no jak mogłaś przerwać w takiem momencie xD ahhaha <3 kocham en blog :D
OdpowiedzUsuń