OCZAMI LIAMA
- Nie i nie chcę wiedzieć, nie widzisz co się z nią dzieje ? – kiwnąłem głową w stronę zrozpaczonej Cheals. Tak mi jej teraz było szkoda…
- Ale Liam…
- Weź wyjdź synek, pogadamy później.
- Tak tato, już się robi – mulat wyszedł z pokoju a ja z Charlotte zostaliśmy sami. Widziałem jak cierpi a ja w żaden sposób nie byłem w stanie jej pomóc. Na razie musi się zadowolić samą moją obecnością.
- Dzięki Liam – powiedziała przez łzy
- Nie masz za co. Ja Ci tylko uświadomiłem parę faktów. To nic takiego
- Nie. Głuptasie. Dziękuję Ci za to że wolisz teraz tu ze mną siedzieć i nic nie mówić niż pójść do reszty i się bawić. To takie kochane. Oj, Payne… Dlaczego jesteś taki nieśmiały ? Wybij się trochę z tłumu, wyznacz się czymś. – spojrzała na mnie niebieskoszarymi, wyblakłymi, pozbawionymi życia oczami pod którymi spływały dosłownie litry łez, a wraz z nimi tusz który kilka minut temu siedział na jej rzęsach.
- Wiesz że wolę spokój i ciszę, niż głośne imprezy i chlanie. To w ogóle nie w moim stylu. Poza tym lubię pomagać ludziom. W szczególności tak mi bliskim. Sprawia mi to satysfakcję i radość. Przepraszam że zapytam ale co masz zamiar teraz zrobić z Harrym ?
-Kolejna oznaka tego jaki jesteś słodki i kochany. Hmm, nie wiem. Tak szczerze to jeszcze nie zastanawiałam się nad tym. Myślę że coś pomiędzy no nie wiem…. Rzuceniem go albo zrobieniu sobie przerwy. Bardzo długiej przerwy. Na przykład 2 lata,3 lata, ewentualnie 7 czy 8… wierz mi, nie mam najmniejszej ochoty go teraz oglądać. Nie po tym co mi zrobił – w jej oczach coś zapłonęło – ale… dlaczego mi nie powiedział ?! Przecież jakbyśmy pogadali na spokojnie to jakoś by się to załatwiło, to nie. On sobie pojechał do jakiejś biczys z którą ma dziecko, a mi powiedział że do rodziny. No po prostu coś mi się dzieje, BOŻE CZY TY TO WIDZISZ ?! – spojrzała w sufit tak jakby oczekiwała na odpowiedź
- Ale pamiętaj, loczek nie może się dowiedzieć że Ci powiedziałem. Zabiłby mnie .
- Nie zdążyłby, ja pierwsza bym go zabiła. ARHG, roznosi mnie jak o tym myślę.
- Proszę, nie mów mu. – przysunął twarz bliżej mojej.
- Dobrze, chociaż tyle mogę zrobić dla Ciebie żeby się odwdzięczyć . – próbowała się uśmiechnąć. Lekko przycisnąłem jej głowę do mojej klatki piersiowej, tak żeby mogła ją oprzeć.
- Masz jakiś pomysł, jak z nim załatwisz tą sprawę ? – oparłem mój podbródek na jej głowie
- Tak, i mam nadzieję że się uda bo naprawdę jest bardzo prosty. Mogę telefon ? – wysunęła prosząco łapkę
- No oczywiście. – podałem jej telefon, ona szybko wybrała numer i przyłożyła słuchawkę do ucha po czym następnie szybko ją oderwała, ustawiła tryb głośnomówiący a telefon położyła na panelach. – Do kogo dzwonisz ?
- Szz !
* - Halo ? dzień dobry z tej strony Charlotte Scott, jestem dziewczyną Harrego.
- Dzień dobry Charlotte. W jakiej sprawie dzwonisz ?
- Pana wnuk, powiedział mi że wyjeżdża do państwa na tydzień i chciałam zapytać czy wszystko u niego w porządku, dobrze się bawi ?
- Problem w tym że Harrego u nas nie ma. I nawet nie powiadomił nas że przybędzie.
- Co ?! jak to ?! No nic, w razie czego jakby się skontaktował to mógłby pan przekazać że dzwoniłam ?
- Oczywiście, do widzenia Charlotte.
- Do usłyszenia, panie Styles. *
OCZAMI CHARLOTTE
- Jesteś bardzo dobrą aktorką z świetnymi pomysłami. Zagrałaś naturalnie i dobrze udałaś zaskoczoną i zaniepokojoną. - zwrócił uwagę Liam
- Ouch, jesteś taki nie fair. Po raz kolejny muszę Ci dziękować. – poczułam lekkie rumieńce na policzkach
- Skoro zasługujesz na komplementy, to nie widzę nic, dlaczego nie mógłbym Ci ich mówić.
- AWW. Może chodźmy na dół, bo nigdy nie wiadomo co chłopcy mogą pomyśleć.. – puściłam oczko mojemu towarzyszowi
- Nie mam zamiaru zaprzeczyć, chodźmy.
Wstaliśmy z podłogi na której siedzieliśmy dobre kilka godzin, na około były porozrzucane ubrania, tylko nie wiem kogo. Otrzepaliśmy spodnie, z kłębków kurzu których tak naprawdę nie było. Schodząc po schodach, z środkowego stopnia zsunęła mi się noga i moje nieopanowane ciało już leciało ku dołu ale złapał mnie Liam.
- No super, świetnie. Po raz trzeci w ciągu ostatnich 30 minut muszę Ci dziękować.
- Wcale nie musisz, robisz to z grzeczności. Przepraszam że zapytam ale… wierzysz w magię, wampiry i inne fantastyczne stworki potworki ? – kiedy to powiedział przypomniała mi się sytuacja z wazonem. Zawiesiłam wzrok na ścianie – Cheals ? wszystko w porządku?
- ach, tak tak… To pytanie… To wiesz, może Ci się wydawać że jestem dziwna ale tak. Wierzę w to. A Ty ? Dlaczego pytasz?
- Ja też wierzę… Czasem nawet czuję się jak czarodziej. Jak długo patrzę na jakąś rzecz, ona się porusza. – może magia rzeczywiście istnieje ? zamurowało mnie.
- U mnie to samo. Ale mam lepsze pomysł. Chodźmy do Ciebie do pokoju i poczytamy w internecie o tym. Co Ty na to ?
- Oczywiście, to znowu wchodzimy na górę. – zaśmiał się
Kiedy zaczęliśmy pisać była godzina 15. Jejku, ale ten czas szybko minął. Prawie bym zapomniała o Harrym gdyby nie jego zdjęcia porozwieszane po ścianach. Siedzieliśmy z 3 godziny. Nikt do nas nie przyszedł chociażby zapytać czy u nas wszystko w porządku. Ale mam ważniejsze sprawy na głowie. Po 3,5 godzinie poszukiwań mamy odpowiedź. Znaleźliśmy „ magiczną stronę” o dziejach magii, czarnoksiężników, wilkołaków, wampirów, hybryd, czarodziei, nimf. Kliknęliśmy zakładkę „nazwiska rodzinne czarodziei’ Było ich 7.
1. Marcell
2. Scott
3. Deyen
4. Payne
5. Simpson
6. Benett
7. Smith
Po przeczytaniu punktu 2 i 4 wraz z Liamem nie mogliśmy w to uwierzyć. Czyli.. to prawda. Mamy moce, tylko nie rozwinięte. Za kilka lat jak nabierzemy wprawy będziemy mogli wszystko.
- Liam. Co teraz czujesz? O czym myślisz?
- Aż do tej chwili nic nie myślałem, a czuć… Czuję się zmieszany. Na razie w to nie wierze. Są jakieś małe zaklęcia dla początkujących ?
- Takk, jest jedno. Tylko musimy wziąć jakiegoś kogoś który nie będzie się pytał o co nam chodzi. – Liam spojrzał na mnie znacząco – Też sądzę że Horan się nada – uśmiechnęłam się szeroko i go zawołałam.
- Ale że o co chodzi ? – Niall zapytał zakłopotany, ale obojętny
- Nie ważne, po prostu siedź.
- Duo volumina, quae vult ut faciam vobis – powiedziałam zamykając oczy, bardzo się skupiając na tym co robię.
___________________________________________
A to się porobiło xd
dzięki że w ogóle to czytacie, ale jakby były 2-3 komentarze pod rozdziałem to już bym była mega szczęśliwa. (:
Trochę Chaiam. ( charlotte + liam = Chaiam.)
- Nie i nie chcę wiedzieć, nie widzisz co się z nią dzieje ? – kiwnąłem głową w stronę zrozpaczonej Cheals. Tak mi jej teraz było szkoda…
- Ale Liam…
- Weź wyjdź synek, pogadamy później.
- Tak tato, już się robi – mulat wyszedł z pokoju a ja z Charlotte zostaliśmy sami. Widziałem jak cierpi a ja w żaden sposób nie byłem w stanie jej pomóc. Na razie musi się zadowolić samą moją obecnością.
- Dzięki Liam – powiedziała przez łzy
- Nie masz za co. Ja Ci tylko uświadomiłem parę faktów. To nic takiego
- Nie. Głuptasie. Dziękuję Ci za to że wolisz teraz tu ze mną siedzieć i nic nie mówić niż pójść do reszty i się bawić. To takie kochane. Oj, Payne… Dlaczego jesteś taki nieśmiały ? Wybij się trochę z tłumu, wyznacz się czymś. – spojrzała na mnie niebieskoszarymi, wyblakłymi, pozbawionymi życia oczami pod którymi spływały dosłownie litry łez, a wraz z nimi tusz który kilka minut temu siedział na jej rzęsach.
- Wiesz że wolę spokój i ciszę, niż głośne imprezy i chlanie. To w ogóle nie w moim stylu. Poza tym lubię pomagać ludziom. W szczególności tak mi bliskim. Sprawia mi to satysfakcję i radość. Przepraszam że zapytam ale co masz zamiar teraz zrobić z Harrym ?
-Kolejna oznaka tego jaki jesteś słodki i kochany. Hmm, nie wiem. Tak szczerze to jeszcze nie zastanawiałam się nad tym. Myślę że coś pomiędzy no nie wiem…. Rzuceniem go albo zrobieniu sobie przerwy. Bardzo długiej przerwy. Na przykład 2 lata,3 lata, ewentualnie 7 czy 8… wierz mi, nie mam najmniejszej ochoty go teraz oglądać. Nie po tym co mi zrobił – w jej oczach coś zapłonęło – ale… dlaczego mi nie powiedział ?! Przecież jakbyśmy pogadali na spokojnie to jakoś by się to załatwiło, to nie. On sobie pojechał do jakiejś biczys z którą ma dziecko, a mi powiedział że do rodziny. No po prostu coś mi się dzieje, BOŻE CZY TY TO WIDZISZ ?! – spojrzała w sufit tak jakby oczekiwała na odpowiedź
- Ale pamiętaj, loczek nie może się dowiedzieć że Ci powiedziałem. Zabiłby mnie .
- Nie zdążyłby, ja pierwsza bym go zabiła. ARHG, roznosi mnie jak o tym myślę.
- Proszę, nie mów mu. – przysunął twarz bliżej mojej.
- Dobrze, chociaż tyle mogę zrobić dla Ciebie żeby się odwdzięczyć . – próbowała się uśmiechnąć. Lekko przycisnąłem jej głowę do mojej klatki piersiowej, tak żeby mogła ją oprzeć.
- Masz jakiś pomysł, jak z nim załatwisz tą sprawę ? – oparłem mój podbródek na jej głowie
- Tak, i mam nadzieję że się uda bo naprawdę jest bardzo prosty. Mogę telefon ? – wysunęła prosząco łapkę
- No oczywiście. – podałem jej telefon, ona szybko wybrała numer i przyłożyła słuchawkę do ucha po czym następnie szybko ją oderwała, ustawiła tryb głośnomówiący a telefon położyła na panelach. – Do kogo dzwonisz ?
- Szz !
* - Halo ? dzień dobry z tej strony Charlotte Scott, jestem dziewczyną Harrego.
- Dzień dobry Charlotte. W jakiej sprawie dzwonisz ?
- Pana wnuk, powiedział mi że wyjeżdża do państwa na tydzień i chciałam zapytać czy wszystko u niego w porządku, dobrze się bawi ?
- Problem w tym że Harrego u nas nie ma. I nawet nie powiadomił nas że przybędzie.
- Co ?! jak to ?! No nic, w razie czego jakby się skontaktował to mógłby pan przekazać że dzwoniłam ?
- Oczywiście, do widzenia Charlotte.
- Do usłyszenia, panie Styles. *
OCZAMI CHARLOTTE
- Jesteś bardzo dobrą aktorką z świetnymi pomysłami. Zagrałaś naturalnie i dobrze udałaś zaskoczoną i zaniepokojoną. - zwrócił uwagę Liam
- Ouch, jesteś taki nie fair. Po raz kolejny muszę Ci dziękować. – poczułam lekkie rumieńce na policzkach
- Skoro zasługujesz na komplementy, to nie widzę nic, dlaczego nie mógłbym Ci ich mówić.
- AWW. Może chodźmy na dół, bo nigdy nie wiadomo co chłopcy mogą pomyśleć.. – puściłam oczko mojemu towarzyszowi
- Nie mam zamiaru zaprzeczyć, chodźmy.
Wstaliśmy z podłogi na której siedzieliśmy dobre kilka godzin, na około były porozrzucane ubrania, tylko nie wiem kogo. Otrzepaliśmy spodnie, z kłębków kurzu których tak naprawdę nie było. Schodząc po schodach, z środkowego stopnia zsunęła mi się noga i moje nieopanowane ciało już leciało ku dołu ale złapał mnie Liam.
- No super, świetnie. Po raz trzeci w ciągu ostatnich 30 minut muszę Ci dziękować.
- Wcale nie musisz, robisz to z grzeczności. Przepraszam że zapytam ale… wierzysz w magię, wampiry i inne fantastyczne stworki potworki ? – kiedy to powiedział przypomniała mi się sytuacja z wazonem. Zawiesiłam wzrok na ścianie – Cheals ? wszystko w porządku?
- ach, tak tak… To pytanie… To wiesz, może Ci się wydawać że jestem dziwna ale tak. Wierzę w to. A Ty ? Dlaczego pytasz?
- Ja też wierzę… Czasem nawet czuję się jak czarodziej. Jak długo patrzę na jakąś rzecz, ona się porusza. – może magia rzeczywiście istnieje ? zamurowało mnie.
- U mnie to samo. Ale mam lepsze pomysł. Chodźmy do Ciebie do pokoju i poczytamy w internecie o tym. Co Ty na to ?
- Oczywiście, to znowu wchodzimy na górę. – zaśmiał się
Kiedy zaczęliśmy pisać była godzina 15. Jejku, ale ten czas szybko minął. Prawie bym zapomniała o Harrym gdyby nie jego zdjęcia porozwieszane po ścianach. Siedzieliśmy z 3 godziny. Nikt do nas nie przyszedł chociażby zapytać czy u nas wszystko w porządku. Ale mam ważniejsze sprawy na głowie. Po 3,5 godzinie poszukiwań mamy odpowiedź. Znaleźliśmy „ magiczną stronę” o dziejach magii, czarnoksiężników, wilkołaków, wampirów, hybryd, czarodziei, nimf. Kliknęliśmy zakładkę „nazwiska rodzinne czarodziei’ Było ich 7.
1. Marcell
2. Scott
3. Deyen
4. Payne
5. Simpson
6. Benett
7. Smith
Po przeczytaniu punktu 2 i 4 wraz z Liamem nie mogliśmy w to uwierzyć. Czyli.. to prawda. Mamy moce, tylko nie rozwinięte. Za kilka lat jak nabierzemy wprawy będziemy mogli wszystko.
- Liam. Co teraz czujesz? O czym myślisz?
- Aż do tej chwili nic nie myślałem, a czuć… Czuję się zmieszany. Na razie w to nie wierze. Są jakieś małe zaklęcia dla początkujących ?
- Takk, jest jedno. Tylko musimy wziąć jakiegoś kogoś który nie będzie się pytał o co nam chodzi. – Liam spojrzał na mnie znacząco – Też sądzę że Horan się nada – uśmiechnęłam się szeroko i go zawołałam.
- Ale że o co chodzi ? – Niall zapytał zakłopotany, ale obojętny
- Nie ważne, po prostu siedź.
- Duo volumina, quae vult ut faciam vobis – powiedziałam zamykając oczy, bardzo się skupiając na tym co robię.
___________________________________________
A to się porobiło xd
dzięki że w ogóle to czytacie, ale jakby były 2-3 komentarze pod rozdziałem to już bym była mega szczęśliwa. (:
Trochę Chaiam. ( charlotte + liam = Chaiam.)
:D fanie :D mają moce !!! :D :D Daj kolejny bo nie wytrzymam :D
OdpowiedzUsuńGenialne!! Takiego obrotu sytuacji się nie spodziewałam :D W sumie to dobrze, lubię takie nieprzewidywalne opowiadania. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału ;)
OdpowiedzUsuń