piątek, 24 lutego 2012

rozdział I


Hi ! Nazywam się Charlotte, Charlotte Scott. Mam 17 lat, mieszkam od niedawna w Londynie. Największym moim problemem jest to że nie umiem angielskiego zbyt dobrze żeby wdać się w gadkę z jakimkolwiek anglikiem. Wraz z rodzicami wybudowaliśmy nasz domek tuż obok stadniny. Ojciec mojej przyjaciółki którą tutaj poznałam jest jej właścicielem. Mają ok. 25 pięknych, wystawowych oraz ujeżdżanych koni. Często jeździmy we dwie w teren do pobliskiego lasu. Ja na czarnym ogierze, angloarabie o imieniu Zahir, a ona na kasztanowej klaczy rasy holsztyńskiej. Bardzo jej zazdroszczę tego że całymi dniami może siedzieć z tymi pięknymi stworzeniami. Dobra, koniec o koniach. Isabella jest śliczną blondynką o dosyć jasnej  cerze o ciemnych, prawie czarnych oczach . Natomiast ja mam ciemnobrązowe włosy oraz niebiesko-szare paczałki, niestety zaliczam się do osób bardzo chudych. Budowa mojej sylwetki nie pozwala mi przytyć !  Nie słucham jednego typu muzyki, tylko tego co mi wpada w ucho. Najczęściej okazuje się że jest to rock, lub punk rock, ewent. Coś czego stylu określić nie umiem. Isabell jest wielką fanką one Direction. Najbardziej podobał jej się Liam, uważa że jest najprzystojniejszy, najdojrzalszy oraz bardzo romantyczny. Ja nie mogę ani potwierdzić ani zaprzeczyć ponieważ nic nie wiem o tym zespole. Okazało się że w niedzielę wieczorem zagrają koncert, bez większego problemu przyjaciółka załatwiła nam bilety. Muszę się kłaść do łóżka, jutro na 7:40 do szkoły.
Obudziłam się o 5:30 i uważam że to idealny czas żebym mogła się wyszykować, po wstaniu z łóżka pobiegłam do kuchni zjeść płatki czekoladowe z mlekiem. Gdy usiadłam do stołu, dosiadła się do mnie mama.
- Cześć mamuś ! Na którą do pracy idziesz ? – przywitałam mamę.
- Dzień dobry, dzisiaj sobie wzięłam wolne więc pomyślałam że może mogłabym Cię odwieść do szkoły ? – zapytała z uśmiechem na twarzy.
- Ja jestem jak najbardziej na tak. – odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Po skończonym śniadaniu i krótkiej gadce z mamą poszłam do pokoju, wzięłam naszykowane ubrania i ruszyłam do łazienki umyć się i ubrać. Z domu wyjechałyśmy ok. 7:15. 20 minut później mama zostawiła mnie pod szkołą, pożegnała się dając buziaka w policzek i 10 zł na śniadanie. Na głównym korytarzu trudno było nie zauważyć zawsze dobrze ubranej Isabell. Gdy mnie zauważyła uśmiechnęła się szeroko i szybkim krokiem podeszła do mnie znowu zaczynając mówić o 1D. Żeby nie wyjść na totalną kretynkę uznałam że muszę się czegoś dowiedzieć o chłopakach, więc od razu zapytałam czy mogła by mi o nich trochę odpowiedzieć. Przyjaciółka zrobiła się jeszcze bardziej weselsza i zaczęła opowiadać :
- Także w zespole jest 5-ciu chłopaków : Liam, Harry, Niall, Zayn i Louis. – zaczęła swoje przemówienie, nie mogę zaprzeczyć – wiedziała o nich prawie wszystko ! – Liam ma 19 lat, brązowe włosy i czekoladowe oczy jest niezwykle uroczy i nazywany „ ojcem zespołu”  zawsze był najpoważniejszy i najbardziej rozsądny. Harry jest najmłodszy z piątki. Wszystkie dziewczyny są zakochane w jego brązowych lokach i zielonych oczach- kontynuowała.

Po 15 min mogłam określić wiek, wygląd i cząstkę charakteru każdego z nich. Bella uważa że najbardziej pasowałby do mnie Harry lub Niall ze względu na delikatność i wrażliwość. W Hazzie nie pasowała mi tylko niestałość w uczuciach i częsta zmiana partnerki. Przesłuchałam kilku piosenek i ku mojemu zdziwieniu – już nie mogłam doczekać się koncertu, moim marzeniem stało się poznanie któregoś z nich. Nie ! dzwonek ! już po najdłuższej przerwie, a ja nie zjadłam kanapek. Z Isabellą poszłyśmy w stronę Sali biologicznej. Na lekcjach znienawidzona przeze mnie nauczycielka opowiadała o cechach dziedzicznych dziecka, o genetyce, cząstkowo o ciąży itp. Po 45 minutach męczarni w końcu nadszedł dzwonek zbawienia, czyli koniec lekcji. Wszyscy próbowali jak najszybciej opuścić szkołę aby nie zostać zaatakowanym śnieżkami przez bandę idiotów z naszej szkoły. Niestety oni nas uprzedzili. Kiedy szybkim truchtem, wybiegłyśmy ze szkoły nieuniknione były celne rzuty w głowę, tyłek lub plecy. Po ok. 100 metrach znalazłyśmy się w strefie bezpiecznej i otrzepałyśmy się ze śniegu, a ja wyjmowałam Isabelli lodowate kulki z kaptura. Codziennie sobie powtarzałyśmy że kiedyś nadejdzie czas że w końcu się na nich odegramy, ale po kilku minutach byłyśmy pewne że to nigdy nie nadejdzie.
- O, patrz ! moja mama tam stoi ! – krzyknęłam ze szczęścia
- Serio ? gdzie ? nie widzę ! – odpowiedziała Bella. Wcale się nie dziwiłam, śnieg padał tak gęsto że rzeczywiście nic nie było widać.
- Tam pod drzewem, w samochodzie. Kocham ją ! Uratowała nas przed 10 minutowym dobijaniu się do autobusu – powiedziałam z wielkim uśmiechem. Po tych słowach, pobiegłyśmy się przywitać z mamą i zziębnięte wskoczyłyśmy do samochodu.
- A wy dziewczynki, wybieracie się na koncert jakiegoś tam zespołu w niedzielę? głośno o nim teraz. – zapytała z zaciekawieniem mama.
- Tak, Bell załatwiła nam bilety, jest ich największą fanką. Poza tym… proszę, nie mów do nas „dziewczynki „ mamy już 17 lat, jesteśmy prawie dorosłe – powiedziałam z lekkim oburzeniem do mamy.
- Nie ważne, dla mnie zawsze będziecie małymi dziewczynkami i szczerze mówiąc wcale bym się nie zdziwiła gdybyście poszły lepić bałwana ! – zaśmiała się mama, okazało się że tylko ją śmieszył ten żart.
Po przyjechaniu do domu, mama pojechała odwieźć Isabell do siebie a ja w tym czasie zagotowałam mleko na kakao, włączyłam laptopa i poszłam do łazienki. Po 10 minutach przypomniałam sobie że mleko się gotuje. Pobiegłam najszybciej jak mogłam do kuchni, jednak pech chciał żeby mleko wykipiało. Po zaistniałej sytuacji zrezygnowałam z kakao i weszłam na twittera.
„ Hej Dziewczyny ! Wybiera się któraś z Was na koncert One Direction w niedzielę ? :D xx ”

Okazało się że żaden z moich znajomych nie idzie.

___________________________________________________

Hey, przepraszam za każdy błąd ale oczy same mi się zamykają. To jest pierwszy rozdział. Nie powiem że jestem z niego zadowolona ale nie jest źle jak na pierwszego bloga. Mam nadzieję że później się rozkręci.
<3
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz