wtorek, 28 lutego 2012

rozdział III


Niedziela. Godzina 10. Równe 8 godzin do koncertu. Wstaję, trochę obolała z licznymi siniakami. Nie czuję w tym „ koncertowym „ nastroju, nie czuję tego że za kilka godzin będę mogła zobaczyć, albo może nawet i poznać chłopców z 1D. Może to przez ból głowy ? Żeby temu zaradzić ruszyłam w stronę kuchni, do apteczki na jakieś proszki przeciw bólowe. Położę się na jakąś godzinkę to może mi przejdzie. *1h później * zieew* No dobra, już jest lepiej. O 14 jedziemy z Isabell przed hotel w który mają grać, może jeszcze nie będzie takiego wielkiego tłoku. Wzięłam szybki prysznic, wymodelowałam włosy. Jeszcze tylko się ubiorę i coś zjem i będę mogła stwierdzić że jestem wyszykowana. Efekt końcowy- lekki makijaż ( róż na policzkach, tusz, błyszczyk) troszkę pofalowane włosy i w sumie ładnie ułożona grzywka, słodkie perfumy jakiejś nieznanej marki, czerwona bejzbolówka, czarne rurki i czerwone conversy. TAKK!  W końcu, jestem wyszykowana, wyspana, całkiem najedzona i przeogromnie szczęśliwa, gdyby nie fakt że jutro poniedziałek. Godzina 12:40. Znowu nie wiem co ze sobą zrobić. Weszłam na facebook’a i twittera. Wpis Harrego i Niall’a :
„Trwają przygotowania do koncertu w 5 gwiazdkowym hotelu w Londynie. Będzie się działo xx”
Żeby nie poczuć się gorszą też tweetnęłam o koncercie.
„Mordka mi się cieszy na wieść że za 5 godzin będę widziała całą piątkę chłopaków ! Ciaoo xx”

Na fejsie mam tak zwany rozpierdol. Pisze 3582958329 osób dziennie nadal pytając o koncert, o wypadek, o Daniela,  o Isabel.  O WSZYSTKO.

Zaskoczę przyjaciółkę i już zacznę się ubierać. Z tej ekscytacji i podniecenia założyłam buta, ściągnęłam go i założyłam jeszcze raz, nieświadomie. Ostatni widok siebie w lustrze, drobne poprawki. Wyszłam akurat wtedy kiedy Isabell z ojcem podjeżdżąła pod mój dom.
- Dzień dobry Charlotte, idealne wyczucie czasu. Siadaj z Bell na tyle – puścił mi oczko tata przyjaciółki.
- Dzień dobry, cześć – powiedziałam wsiadając do samochodu od strony kierowcy.
-  Och, Charlott, jestem taka podekscytowana, chociaż i tak czuję że jeszcze do mnie do końca nie doszło to że ich spotkamy. I pamiętaj – Liam jest mój !!! – warknęła Bell.
- Dobrze, spokojnie. Mój jest Harry i Niall – wyszczerzyłam się
Cóż za straszne korki, sądzę że pierwszy raz tutaj takie widzę. Z reguły to spokojna uliczka. Ale cóż na to poradzić był w końcu koncert One Direction który przejdzie do historii. Dojeżdżamy, widzę multum, tysiące fanek stojących i wrzeszczących przed wejściem. „Oo,nie. Ja do takiego stopnia się nie poniżę” – pomyślałam Rozumiem, ulubiony zespół, niesamowici chłopcy, piękne piosenki. Ale to jest mania, obsesja. One by mogły pozabijać tysiąc pińćset ludzi żeby pogadać z jednym z nich. W ramach bezpieczeństwa wraz z Isabell uznałyśmy że staniemy na poboczu, no nic że nie zobaczymy wejścia chłopaków ale chciałabym przeżyć ten koncert. Siedząc na murku z tyłu hotelu opowiadałam przyjaciółce o rozmowie z Danielem.
- sądzę że to dobry chłopak, chciałabym być z nim bliżej niż wszyscy. Nie mówię o ślubie, związku ani nic z tych rzeczy, przyjaźń mi by zdecydo….- jeb, ktoś na mnie wpadł zanim dokończyłam zdanie, cała zalana waniliowym shake’m odwróciłam się ze złością w oczach i już chciałam krzyknąć ale nie mogłam wydusić słowa.
- Jezuniu, przepraszam Cię najmocniej ! To wypadek, Lou mnie popchnął, zrobiłem to całkowicie przypadkowo! Przepraaaszam ! wybaczysz? – blondasek zrobił minę zbitego psa po czym dodał – jeżeli chcesz to mogę Ci dać bluzę Zayn’a w ramach rekompensaty, jest niemal identyczna jak Twoja.
- Nic się nie stało, tylko muszę to szybko zaprać bo może się nie doprać. Wybaczam. Ale  chcąc nie chcąc muszę przyznać że czysta bluza by mi się przydała – uśmiechnęłam się do niebieskookiego chłopaka.
- Och, gdzie moje maniery? Nazywam się Niall, Niall Horan. A ten jełop co mnie popchnął na Ciebie to Louis. Gdzieś z tyłu idzie reszta zespołu, jak nas dogonią to Wam ich przedstawię. A Wy jak się nazywacie ? – zapytał chłopak który mi się przedstawił chociaż doskonale go znałam.
- Ja jestem Charlotte, a obok stoi moja najlepsza przyjaciółka Isabell – uśmiechnęłyśmy się do chłopaków.
- Tak więc Charlotte, weź Isabell . Muszę Ci jakoś wynagrodzić zniszczoną bluzę – powiedział Niall  wskazując ręką na drzwi – proszę, panie przodem.
- Och, dziękuję. Nie spodziewałbym się tego po Tobie Niall – powiedział Louis który jako pierwszy wszedł przez drzwi i dał całusa blondynowi.
- Mhm, rozumiem. Najstarszy a najgłupszy. Ale i tak Cię kocham. – aww, jak to słodko zabrzmiało !
2/5 one Direction szła przed nami prowadząc do pokoju, a gdzie reszta? Nigdzie ich nie było, jednak tłumy fanek wyjaśniały ich zniknięcie. Dojechaliśmy na 7 piętro pokój 365. Wchodząc do apartamentu szczena mi opadła do samej ziemi, tfu ziemi – do pięknych paneli. Wszystko było tak nowocześnie urządzone, stylowo i elegancko. Jedynie chłopaki zepsuli ten nastrój swoimi rozwalonymi torbami, koszulkami i skarpetkami które walały się po każdym kącie.
- uuuppps, nie spodziewałem się że jest aż tak źle – powiedział Niall wchodząc do salony  - tak więc znowu jestem zmuszony Was przeprosić za ten bałagan ale to wina Harrego, Zayn’a i Liam’a, Oni jak zwykle musieli nabrudzić, a potem ja muszę się za nich wstydzić. – wzdychnął Niall i zapadła niezręczna cisza, którą jednak przerwał boski głos.
- eeej ! na nas nie zganiaj. Ta walizka na środku jest Twoja ! – AAAA to był Harry ! a za nim reszta zespołu – oj, widzę gości mamy. Także witam śliczne pani, jestem Harold, a Was co tutaj sprowadza? – powiedział loczek poprawiając swoje włosy i przytulając się do mnie i Bell.
- Witam, ja jestem Charlotte, a ta obok to Isabell. Jesteśmy tutaj ponieważ Twój przyjaciel na mnie wpadł przy czym rozlałam shake. – mówiąc to pokazałam ogromną plamę w okolicach biustu.
Po 10 minutach wszyscy się poznaliśmy i chłopaki okazali się naprawdę fajni .W szczególności Harry. Uważam że najbardziej tajemniczy i nieśmiały chłopak to Liam. Kiedy wszyscy się śmiali i tańczyli na parkiecie ja postanowiłam usiąść obok Liam’a i zagadać.
- Hej, a Ty dlaczego nie bawisz się z innymi tylko siedzisz tutaj taki samotny ? – powiedziałam patrząc się w jego oczy.
- Nie wiem, nie moje klimaty. Nie mam nastroju teraz. A Ty? Dlaczego siedzisz teraz ze mną zamiast tańczyć z resztą ?
- Wczoraj miałam wypadek, leżałam w szpitalu. Nie jestem na siłach żeby się bawić. Wszystko mnie boli. – mówiłam przysuwając się do bruneta.
- Chwila, czy Ty nie jesteś przypadkiem na twitterze jako  @Ch.Styles ? – zrobił pytającą minę.
- Takk, to właśnie ja. Skąd znasz mojego twittera ?
- Harry Cię obserwuje, była akcja z Tobą, byłaś przez jakiś czas w trendsach. I masz prześliczne zdjęcia, sztuką byłoby Cię nie zapamiętać.
- Och jejku, nawet nie wiesz jak mi miło słyszeć to od no wiesz… Liama, członka zespołu 1D. – czułam że zalewam się rumieńcem.
 W czasie kiedy inni tańczyli, śpiewali, balowali oraz przygotowywali się do koncertu ja prowadziłam miłą pogawędkę z brunetem. Jest naprawdę przemiły, jednak skryty w sobie. Trzeba go przełamać.
- Mogę sobie zrobić z Tobą zdjęcie i wstawić na twittera? – wyrwałam zupełnie z innej beczki.
- oczywiście, chociaż nawet gdybym powiedział że nie to i tak byś to zrobiła – powiedział uśmiechając się.
Wyjęłam aparat, postawiłam na komodzie , ustawiłam na samowyzwalacz i podbiegłam do Liam’a przytulając go na jednym zdjęciu a na drugim dając buziaka w policzek. Zdjęcia od razu wylądowały na stronie. Liam również to wstawił to zdjęcie i podpisał „przed koncertem, z nową znajomą, Charlotte xx”
Minuta mijała za minutą. Nagle wbiegł ochroniarz mówiąc że za 25 minut wchodzą. Wtedy Niall rzucił mi bluzę Zayn’a. Rzeczywiście były bardzo podobne. Chłopcy zaproponowali żebyśmy weszły jako VIP i siedziały na miejscach tuż za sceną. Bez namysłu się zgodziłyśmy i tuż przed koncertem zrobiliśmy sobie wspólną fotkę.
Czuję że to najlepszy dzień w moim życiu i długo się to nie zmieni.



niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział II

Jest piątek, czyli dwa dni do koncertu. Zaczęłam poszukiwania ciuchów na tą ważną chwilę. Sądzę że powinnam dobrze wyglądać, kto wie może poznam kogoś ciekawego…?  Tak. Założę czarne rurki, czerwone conversy i jakąś bluzę. Właśnie – jakąś. Nie mam żadnej. Konieczne więc były zakupy. Zadzwoniłam do Bell i umówiłyśmy się jutro o 13 pod szkołą. Sądzę że z jej pomocą na pewno coś znajdę, dziewczyna ma świetny gust. Jest 18 i nie wiem co ze sobą zrobić. Włóczę się po domu, odwiedziłam salon, kuchnię, łazienkę, sypialnię ze trzy razy ale to w niczym nie pomogło. Na facebook’u dostępny był największy przystojniak z naszej szkoły. Uznałam że nie mam nic do stracenia i napisałam :
Ja: siemka :) – napisałam dość niepewnie bo chłopak w  szkole traktuje mnie jak powietrze.
Daniel : hej ;) – odpisał po niecałych 3 minutach.
J: co u Ciebie słychać ?
D: nic, zaraz biorę się za chemię bo w poniedziałek mam sprawdzian a nic nie umiem.
J: … Jeżeli chcesz to… mogę Ci pomóc. Miałam 6 z chemii. – zapytałam niepewnie, chociaż i tak wiedziałam że odmówi pomocy.
D: To świetnie ! Masz jutro czas?
J - AAAAA, JESTEM W NIEBIE !
J: Tak. Około 16, możesz do mnie wpaść. – Opanowałam się, chociaż chciałam napisać „ Oczywiście Daniel, dla Ciebie zawsze mam czas „ arg ! najlepszy wieczór w moim życiu !
D: dobrze, to może spotkajmy się w parku o 15:30 ?
J: oczywiście ;)

D: Idę na łyżwy za godzinę z chłopakami, masz ochotę z nami wyjść ?
J: wiesz co.. nie mam ochoty na wypady, poza tym jest zimno – jeaa, + 10 do zajebistości bo odmówiłam Danielowi.
D: rozumiem ,w takim razie do zobaczenia jutro. Pamiętaj. 15:30 przy parku . Pa ;*
J: dobrze, baw się dobrze ;*
O taak, zdałam się na odwagę i mam z tego korzyści. Jestem zadowolona. Umówiłam się z najfajniejszym chłopakiem z budy. Nie ważne że żeby się pouczyć, spędzimy trochę czasu razem. Może uzna że jestem no nie wiem… całkiem, miła ? Oj, już 22. Obejrzę jeszcze tylko odcinek the Pretty Little Liars i kładę się spać.
*Godzina 10 rano*
*Zieeew * argh, trzeba wstawać. Za 3 godziny jestem umówiona na zakupy. Ych, od czego by tu zacząć? Tak, sądzę że powinnam najpierw zjeść śniadanie. Schodząc na dół zauważyłam mamę sprzeczającej się z tatą. Niestety, albo stety usłyszałam tylko słowa mamy „... no i co ? teraz się tak po prostu wyprowadzisz ?! …„  tyle wystarczyło żeby domyślić się że nie jest za dobrze. Gdy tylko weszłam do kuchni rodzice zamilkli a ja wzięłam dwie bułki i jak najszybciej pobiegłam do siebie do pokoju. Ciągle po głowie mi chodziły te słowa. Jestem za bardzo związana z rodzicami żeby teraz tak po prostu któreś się wyprowadziło. Nie wiem o co im chodzi, pierwszy lub drugi raz widziałam jak się kłócą. Dobra. Muszę skończyć o tym myśleć bo się spóźnię na spotkanie z Isabell. Założyłam beżowe rajstopy w koronkę, kremową sukienkę na ramiączka, brązowy sweterek i czarne kozaczki przed kolano. Nie miałam ochoty na rozmowę z rodziną więc wychodząc krzyknęłam „ pa, będę po 15 „ i wybiegłam na autobus. Oczywiście, wygadałam. Jak dochodziłam do przystanka drzwi autobusu się zamykały. Następny miałam dopiero za 37 min więc zdecydowałam się iść na piechotę. Żeby zdążyć musiałam iść bardzo szybko .Kilka domów dalej widziałam dróżkę która wyglądała na skrót. Bez namysłu zmierzyłam w tamtą stronę. Atmosfera nie  za przyjemna ale byłam zmuszona. Idąc dróżką nie widziałam nic oprócz ściany śniegu i drzew.  Muszę uważać, jutro ważny dzień, KONCER ONE DIRECTION. Nagle poczułam duży ciężar na całym moim ciele i ciemność przed oczami. Obudziłam się w szpitalu. Jeszcze trochę przez mgłę widziałam zapłakaną Isabell i moją mamę. Nie wiedziałam w ogóle o co chodzi…
- gdzie ja jestem ?! - spytałam zamotana- skarbie, jesteś w szpitalu. Jak szłaś do szkoły to bardzo dużo śniegu z drzewa obsypało się na Ciebie.  Znalazła Cię jakaś pani – odpowiedziała mama.
- Która jest godzina ? Dzisiaj sobota ?
- tak, dzisiaj sobota i jest… chwila… po 17 – zaglądając do telefonu odpowiedziała Bell’a. W tym czasie wyszła mama.
- CO ?! Jak  to ?! Na 15:30 byłam umówiona z Danielem! – krzyknęłam przerażona a zarazem smutna – A co z naszymi zakupami ?
- zakupami się nie przejmuj. Kupiłam Ci czerwoną basebollówkę, mam nadzieję że Ci się spodoba. Z Danielem… Tym z naszej szkoły ?!
- dzięki, i tak. Tym z naszej szkoły. Miałam mu pomóc z chemią. Kurczę, nawet nie mam jak go przeprosić… Kiedy będę mogła stąd wyjść ?
- obawiam się że dopiero po 19. Lekarze robią Ci jeszcze badania. W końcu leżałaś ponad 1,5 godziny pod śniegiem i ok. 2 godzin nieprzytomna. Na szczęście jak na razie wszystko jest w porządku, tylko masz nadwyrężony prawy barek i jesteś przemarznięta. Ale ból powinien za 3 dni przejść. Tylko musisz być bardzo ostrożna.

- postaram się. I jeżeli możesz to… Napisz do Daniel’a i go przeproś ode mnie. Powiedz że leżę w szpitalu.
- dobrze, już się robi. – przyjaciółka odpowiedziała z uśmiechem wyjmując telefon.
Lekarze powiedzieli żeby zostawić mnie na chwilę samą, czyli w ładny sposób wypraszając Isabell. Wyniki badań są pozytywne więc możliwe że za godzinkę wyjdę. Uradowana weszłam na twittera w telefonie i napisałam „ jestem w szpitalu, na szczęście zaraz wychodzę xx ” 15 minut później miałam multum wiadomości dotyczącej mojej wizyty w szpitalu. Ciągle powtarzające się pytania to „ co się stało ? będziesz na koncercie ? Wszystko dobrze? Jak się czujesz ? ” i takie podobne.
Godzina 18:40 . Właśnie wychodzę  ze szpitala. Bardzo bolą mnie ręce, barki, nogi i kręgosłup. Cała obolała próbuję doczłapać się do samochodu. Śnieg leciał pod takim kontem że za każdym razem jak chciałam spojrzeć przed siebie dostawałam w oko. W drodze do domu dziewczyny ( mama i Bell ) zadawały mi mnóstwo pytań, jednak je ignorowałam i myślałam jaką fryzurę sobie zrobić, jak się umalować i co powiedzieć jak spotkam któregoś z chłopaków. Na podjeździe, pod domem przypomniałam sobie o spotkaniu z Danielem i zrobiło mi  się smutno. Straciłam taką okazję ! Jutro koncert 1D a ja się przejmuję Danielem.
Wchodząc do domu nie widziałam nigdzie taty.
- maaamooo, gdzie tata ? - zapytałam  
- eee,yyyy wyszedł. Za chwilę powinien być – odpowiedziała zmieszana mama.
No tak, czyli jednak coś się dzieje. Postanowiłam że sprawdzę tylko fb, twittera i pójdę spać, jutro wielki dzień. Wchodząc na facebook’a  podświetlona była ikonka wiadomości. Sądziłam że to tylko jakaś koleżanka napisała zapytać co jest zadane na poniedziałek. Ku mojemu zdziwieniu wiadomość była od DANIELA. Napisał dokładnie tak : „ Nic się nie stało. Zdrowie jest ważniejsze niż spotkanie. Mam nadzieję że wszystko w porządku  i szybko wrócisz do siebie. Umówimy się na kiedy indziej ;*” No po prostu, magia. Nie wiem co napisać. Teraz zastanawiam się czy zaliczyć ten dzień do najlepszych czy najgorszych. Wchodząc na twittera zauważyłam jak niezliczona ilość dictionerek mi gratuluje. Na początku nie wiedziałam o co chodzi, potem zobaczyłam że Harry mnie follow. Tak, ten dzień zdecydowanie był jak na razie najlepszy w tym tygodniu. Okazało się że któraś z dziewczyn zrobiła akcję „ Harry_follow_Charlotte” z powodu wypadku i pobytu w szpitalu Caroline ( bo tak jej na imię ) uznała że to była by miła niespodzianka. Tweetnęłam tylko „ Jestem już w domku. Cała obolała, ale nic mnie nie powstrzyma przed jutrzejszym koncertem. Dziękuję wszystkim za tą akcję, jesteście kochani ! xx ”. Cała w skowronkach wyłączyłam laptopa i poszłam spać przy piosence „ More than this”


___________________________________________________________________________________________________
Wiem że nudny i trochę zagmatwany ale obiecuję że potem będzie lepiej
J

piątek, 24 lutego 2012

rozdział I


Hi ! Nazywam się Charlotte, Charlotte Scott. Mam 17 lat, mieszkam od niedawna w Londynie. Największym moim problemem jest to że nie umiem angielskiego zbyt dobrze żeby wdać się w gadkę z jakimkolwiek anglikiem. Wraz z rodzicami wybudowaliśmy nasz domek tuż obok stadniny. Ojciec mojej przyjaciółki którą tutaj poznałam jest jej właścicielem. Mają ok. 25 pięknych, wystawowych oraz ujeżdżanych koni. Często jeździmy we dwie w teren do pobliskiego lasu. Ja na czarnym ogierze, angloarabie o imieniu Zahir, a ona na kasztanowej klaczy rasy holsztyńskiej. Bardzo jej zazdroszczę tego że całymi dniami może siedzieć z tymi pięknymi stworzeniami. Dobra, koniec o koniach. Isabella jest śliczną blondynką o dosyć jasnej  cerze o ciemnych, prawie czarnych oczach . Natomiast ja mam ciemnobrązowe włosy oraz niebiesko-szare paczałki, niestety zaliczam się do osób bardzo chudych. Budowa mojej sylwetki nie pozwala mi przytyć !  Nie słucham jednego typu muzyki, tylko tego co mi wpada w ucho. Najczęściej okazuje się że jest to rock, lub punk rock, ewent. Coś czego stylu określić nie umiem. Isabell jest wielką fanką one Direction. Najbardziej podobał jej się Liam, uważa że jest najprzystojniejszy, najdojrzalszy oraz bardzo romantyczny. Ja nie mogę ani potwierdzić ani zaprzeczyć ponieważ nic nie wiem o tym zespole. Okazało się że w niedzielę wieczorem zagrają koncert, bez większego problemu przyjaciółka załatwiła nam bilety. Muszę się kłaść do łóżka, jutro na 7:40 do szkoły.
Obudziłam się o 5:30 i uważam że to idealny czas żebym mogła się wyszykować, po wstaniu z łóżka pobiegłam do kuchni zjeść płatki czekoladowe z mlekiem. Gdy usiadłam do stołu, dosiadła się do mnie mama.
- Cześć mamuś ! Na którą do pracy idziesz ? – przywitałam mamę.
- Dzień dobry, dzisiaj sobie wzięłam wolne więc pomyślałam że może mogłabym Cię odwieść do szkoły ? – zapytała z uśmiechem na twarzy.
- Ja jestem jak najbardziej na tak. – odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
Po skończonym śniadaniu i krótkiej gadce z mamą poszłam do pokoju, wzięłam naszykowane ubrania i ruszyłam do łazienki umyć się i ubrać. Z domu wyjechałyśmy ok. 7:15. 20 minut później mama zostawiła mnie pod szkołą, pożegnała się dając buziaka w policzek i 10 zł na śniadanie. Na głównym korytarzu trudno było nie zauważyć zawsze dobrze ubranej Isabell. Gdy mnie zauważyła uśmiechnęła się szeroko i szybkim krokiem podeszła do mnie znowu zaczynając mówić o 1D. Żeby nie wyjść na totalną kretynkę uznałam że muszę się czegoś dowiedzieć o chłopakach, więc od razu zapytałam czy mogła by mi o nich trochę odpowiedzieć. Przyjaciółka zrobiła się jeszcze bardziej weselsza i zaczęła opowiadać :
- Także w zespole jest 5-ciu chłopaków : Liam, Harry, Niall, Zayn i Louis. – zaczęła swoje przemówienie, nie mogę zaprzeczyć – wiedziała o nich prawie wszystko ! – Liam ma 19 lat, brązowe włosy i czekoladowe oczy jest niezwykle uroczy i nazywany „ ojcem zespołu”  zawsze był najpoważniejszy i najbardziej rozsądny. Harry jest najmłodszy z piątki. Wszystkie dziewczyny są zakochane w jego brązowych lokach i zielonych oczach- kontynuowała.

Po 15 min mogłam określić wiek, wygląd i cząstkę charakteru każdego z nich. Bella uważa że najbardziej pasowałby do mnie Harry lub Niall ze względu na delikatność i wrażliwość. W Hazzie nie pasowała mi tylko niestałość w uczuciach i częsta zmiana partnerki. Przesłuchałam kilku piosenek i ku mojemu zdziwieniu – już nie mogłam doczekać się koncertu, moim marzeniem stało się poznanie któregoś z nich. Nie ! dzwonek ! już po najdłuższej przerwie, a ja nie zjadłam kanapek. Z Isabellą poszłyśmy w stronę Sali biologicznej. Na lekcjach znienawidzona przeze mnie nauczycielka opowiadała o cechach dziedzicznych dziecka, o genetyce, cząstkowo o ciąży itp. Po 45 minutach męczarni w końcu nadszedł dzwonek zbawienia, czyli koniec lekcji. Wszyscy próbowali jak najszybciej opuścić szkołę aby nie zostać zaatakowanym śnieżkami przez bandę idiotów z naszej szkoły. Niestety oni nas uprzedzili. Kiedy szybkim truchtem, wybiegłyśmy ze szkoły nieuniknione były celne rzuty w głowę, tyłek lub plecy. Po ok. 100 metrach znalazłyśmy się w strefie bezpiecznej i otrzepałyśmy się ze śniegu, a ja wyjmowałam Isabelli lodowate kulki z kaptura. Codziennie sobie powtarzałyśmy że kiedyś nadejdzie czas że w końcu się na nich odegramy, ale po kilku minutach byłyśmy pewne że to nigdy nie nadejdzie.
- O, patrz ! moja mama tam stoi ! – krzyknęłam ze szczęścia
- Serio ? gdzie ? nie widzę ! – odpowiedziała Bella. Wcale się nie dziwiłam, śnieg padał tak gęsto że rzeczywiście nic nie było widać.
- Tam pod drzewem, w samochodzie. Kocham ją ! Uratowała nas przed 10 minutowym dobijaniu się do autobusu – powiedziałam z wielkim uśmiechem. Po tych słowach, pobiegłyśmy się przywitać z mamą i zziębnięte wskoczyłyśmy do samochodu.
- A wy dziewczynki, wybieracie się na koncert jakiegoś tam zespołu w niedzielę? głośno o nim teraz. – zapytała z zaciekawieniem mama.
- Tak, Bell załatwiła nam bilety, jest ich największą fanką. Poza tym… proszę, nie mów do nas „dziewczynki „ mamy już 17 lat, jesteśmy prawie dorosłe – powiedziałam z lekkim oburzeniem do mamy.
- Nie ważne, dla mnie zawsze będziecie małymi dziewczynkami i szczerze mówiąc wcale bym się nie zdziwiła gdybyście poszły lepić bałwana ! – zaśmiała się mama, okazało się że tylko ją śmieszył ten żart.
Po przyjechaniu do domu, mama pojechała odwieźć Isabell do siebie a ja w tym czasie zagotowałam mleko na kakao, włączyłam laptopa i poszłam do łazienki. Po 10 minutach przypomniałam sobie że mleko się gotuje. Pobiegłam najszybciej jak mogłam do kuchni, jednak pech chciał żeby mleko wykipiało. Po zaistniałej sytuacji zrezygnowałam z kakao i weszłam na twittera.
„ Hej Dziewczyny ! Wybiera się któraś z Was na koncert One Direction w niedzielę ? :D xx ”

Okazało się że żaden z moich znajomych nie idzie.

___________________________________________________

Hey, przepraszam za każdy błąd ale oczy same mi się zamykają. To jest pierwszy rozdział. Nie powiem że jestem z niego zadowolona ale nie jest źle jak na pierwszego bloga. Mam nadzieję że później się rozkręci.
<3